Zombicide: Druga Edycja – recenzja

Zbudzili mnie zaraz o świcie. Sąsiedzi wpadli prosto do domu, gardząc jakąkolwiek prywatnością – zerwali mnie z łóżka krzykiem i kazali uciekać. Nie wiedziałem co się dzieje, zerwałem się i pobiegłem z nimi. Sam w sumie nie wiem co mną kierowało. Kiedy wybiegliśmy na ulicę ogarnął mnie chaos.

Ulice były pełne ciał… chodzących ciał. Ludzi, którzy zaczęli się na mnie rzucać. Jeden zaskoczył mnie w garażu, złapałem co miałem pod ręką i w szoku oraz pod napływem adrenaliny uderzyłem odrąbując mu głowę, ale ciało wiło się dalej. Nie wiem co mną tamtego dnia ogarnęło, ale poczułem niesamowitą satysfakcję. Dopiero po południu dotarło do mnie co zrobiłem i co się w około dzieje. Umarli powstali z grobów i nikt nie wie jak i dlaczego.

Atmosfera

Zombicide czerpie garściami z popkultury inspirując się niemalże każdym możliwym filmem o zombie, jednak robiąc to w sposób prześmiewczy i z ogromnym dystansem. Grze najbliżej klimatem do serialu The Walking Dead, w którym z czasem też dochodziło do podobnych patosów. Jeżeli ktoś poszukuje klimatu grozy, czy rasowego post-apo to gorzko się rozczaruje ponieważ Zombicide to krwawa jatka z akcją, która przykrywa cały klimat. Ciężko tutaj mówić o jakiejkolwiek immersji, kiedy postacie są przerysowane do granic absurdu – kasjerka na rolkach z piłą motorową, czy Emo Gothka która włada sprawnie Katanami. Już pierwsza edycja gry posiadała bardzo przerysowany klimat, jednak CMON w drugiej edycji poszedł o krok dalej i jeżeli ktoś posiada dodatki z wersji Kickstarowej jest tam cała setka nowych bohaterów pokroju Królowej Elżbiety z Minigunem, Donalda Trumpa z złotym AK47 itp. Ilość absurdalnych postaci oraz poziom ich przerysowania sięga zenitu – jednak są to dodatki z Kickstartera, który w wersji sklepowej zabrakło.

Do gry dodano 9 dużych dwustronnych kafli planszy, z których można ułożyć całkiem sporą ilość różnorodnych map.

Natomiast to co mnie całkowicie nie przypadło go gustu to dodanie sześcioro dodatkowych dziecięcych bohaterów, którzy nieco słabsi – również są wyposażeni w oręże niczym John Rambo. Dzieciaki pasują do gry o przetrwaniu jak pięść do nosa, do tego stopnia że nigdy nie chciałem nimi grać, bo nawet nie wyobrażam sobie jak taki na oko 10-12 letni brzdąc miałby zabić zombie bronią białą, czy nosić ciężką snajperkę. Czysty absurd który wyciąga z immersji, do tego mało smaczny z punktu widzenia tematyki gry, który można skomentować tylko TAK.

Postacie dzieci mają o jeden punkt wytrzymałości mniej, ale zyskują umiejętność „Nieuchwytny” pozwalając im bezkarnie umknąć będąc otoczonym przez Zombie.

Design

Druga Edycja gry nie jest rebootem, lecz redesignem starszej wersji. Co za tym idzie cała stylistyka, ikonografia oraz ogólna szata graficzna pozostała bardzo zbliżona i tylko odświeżona o nowe ilustracje, lepiej wykonane grafiki czy detale map. Cała otoczka graficzna gry jest bardzo spójna i poprawnie wykonana. Jednak przyrównując tą wersję gry do innych edycji jak Czarna Plaga (Fantasty), Invader (SciFi) czy choćby aktualnie trwająca kampania “Undead or Alive” (Dziki Zachód) – klasyczna wersja w drugiej odsłonie nawet nie doskakuje do poziomu estetyki tych gier. Tutaj jest wszystko zbyt kolorowe, bez wyrazu i charakteru.

Taka ilość różnorodnych figurek powoduje, że ich układanie na swoim miejscu przypomina grę-w-grze niczym puzzle. W tej edycji gry na pudełku jest instrukcja z rozrysowanymi pozycjami Zombie dla łatwiejszego ich układania.

Każda z wymienionych edycji posiada bardzo mocno zarysowany styl, który komponuje się z tematyką – najlepszym przykładem jest edycja “Night of the Living Dead”, która jest zdecydowanie najpoważniejsza oraz mroczna i to właśnie czegoś takiego oczekiwałem po drugiej edycji klasycznego Zombicide – pociągnięcie stylu w bardziej surowy klimat postapo. Niestety CMON poszedł po najniższej linii oporu i wg mnie nie przyłożył się – tworząc po prostu odświeżona wersję pierwszej edycji po najniższej linii oporu. 

Na tak bogatą edycję gry – CMON pożałował na różnorodności komponentów w tym prostych kościach.

Jeżeli chodzi o wykonanie komponentów stoi ono na najwyższym możliwym poziomie. Karty są świetnie wykonane, jakość figurek oraz różnorodnych modeli zdumiewa, ilustracje które wprawdzie kompletnie nie pasują mi do klimatu – są spójne i bardzo wysokiej jakości. Dodatkowo na wzór innych edycji – planszetki graczy zostały wzbogacone o specjalne plastikowe plansze, które niesamowicie podnoszą ergonomię grania. Twórcy innych gier przygodowych powinni brać z tego przykład! Szczególnie spodobały mi się solidne plansze, których jest 9 i zawierają dwustronne ilustracje, z których można śmiało komponować różne warianty miasta.

Odświeżone figurki podstawowych postaci wyglądają naprawdę dobrze!

Mechanika

Zombicide jest grą bardzo prostą pod względem mechaniki, której wytłumaczenie i przyswojenie zasad można wprowadzić nawet w trakcie grania, co jest niewątpliwe ogromnym plusem. Mechanika mimo iż jest banalna, nie jest prostacka i umożliwia rozgrywkę taktyczną, w której kombinowanie i planowanie jest konieczne.

Gra składa się z trzech faz, w pierwszej wszyscy bohaterowie wykonują 3 lub więcej akcji spośród tych dostępnych dla postaci. Kolejno jest aktywacja zombie – ich ruch wraz z atakiem oraz namnażanie nowych przeciwników w dedykowanych strefach, a decyduje o tym dociąg kart Zombie – dla każdej z trzech stref. Ostatnia faza to czyszczenie znaczników hałasu i przekazanie znacznika pierwszego gracza. I tak na na okrągło, aż gracze osiągną cel gry, bądź któryś z bohaterów zginie – co natychmiast wiąże się z przegraną całej grupy.

Od lewej: Ekwipunek startowy, Ekwipunek z przeszukiwania, Ekwipunek unikatowy, Talia Zombie, Talia Abominacji.

Cała mechanika jest bardzo prosta, ale posiada sporo pomniejszych mikro zasad dotyczących poszczególnych akcji lub umiejętności, o których trzeba pamiętać. Większość z nich dotyczy sposobu używania ekwipunku, poruszania się oraz samej walki. Mamy tutaj podział na broń białą oraz dystansową, które określają cztery statystyki (zasięg, ilość kości, celność oraz obrażenia), do tego dochodzą takie opcje jak możliwość wyważania drzwi, rodzaj amunicji dla przerzutów kości oraz poziom hałasu, którym kierują się zombie podczas ruchu. Sama walka jest nieco bardziej złożona niż w rodzimym Hard City, bo definiuje ją nie tylko statystyki i rodzaj broni, ale również pole widzenia oraz zasięg. Daleko temu do gier bitewnych, ale mechanika walki jest stworzona bardzo prosto, a jednocześnie schludnie – pozwalając na taktyczne podejście do sprawy.

Powyższa sytuacja to spokój na ulicach. Nieraz Zombie jest 3 a nawet 4 razy więcej.

Taktyka jest  ważna, ponieważ zombie wysypują się tuzinami, a nasi bohaterowie są bardzo krusi, więc planowanie ruchów jest tu kluczowe. W grze istnieje cztery rodzaje zombie. Szwędacze, którzy są powolni i słabi, ale zasypują nas falami; Biegacze posiadają podwójną aktywacje, więc są bardzo szybcy i ciężko ich trafić; Spaślaki są wolni, ale nie da się ich zabić jakąkolwiek bronią oraz Abominacje, których zabić można wyłącznie koktajlem Mołotowa i zazwyczaj mają specjalne umiejętności. Do tego dochodzi pewna hierarchia podczas obierania za cel przeciwników kiedy strzela się na dystans. Można to pominąć posiadając umiejętność Snajpera lub używając walki wręcz ale to wystawia bohatera na duże ryzyko walki w zwarciu.

Broń cechuje cztery statystyki (od lewej): Zasieg, Ilość kości, Celność sukcesu, ilość obrażeń. Oraz ikonki o rodzaju amunicji.

Ciekawe jest tu rozwiązane zadawanie obrażeń, ponieważ by np. zabić Spaślaka, trzeba posiadać broń, która zadaje 2 pkt obrażeń, a te się nie sumują więc żadną bronią z 1 pkt. obrażeń nie da się go zabić – niezależnie od ilości sukcesów, więc szybkie znalezienie odpowiedniego wyposażenia jest bardzo ważne. Przeszukiwać powiem można wyłącznie w budynkach, a tam roi się od kolejnych zombie, więc o to tak zaczyna się festiwal decyzji, gdzie warto iść, a co lepiej pominąć i w jakiej kolejności.

Zmiany

Seria Zombicide doczekała się różnych edycji między pierwsza klasyczną, a obecną drugą odsłoną pierwowzoru, dzięki czemu zasady zostały znacznie bardziej wygładzone zaś sama gra o wiele bardziej intuicyjna i dynamiczna. Z tych bardziej istotnych zmian jakie zostały wprowadzone w stosunku do pierwszej edycji to min. śmierć jednego bohatera jest równoznaczna z końcem gry, a podczas strzelania na dystans – chybieniami możemy zranić naszych własnych bohaterów. Sposób namnażania zombie wzbogacił się o nowe karty jak dodatkowa aktywacja, czy tzw. zryw kiedy po namnażaniu dany rodzaj przeciwnika wykonuje natychmiast ruch, ponadto za każdym razem kiedy otworzymy drzwi do pomieszczenia – przeciwnicy są jednorazowo namnażani w “ciemnych strefach”. Z gry usunięto tworzenie broni snajperskiej, czy koktajl Mołotowa, które są teraz dostępne jako jeden z ekwipunków do zdobycia podczas przeszukiwania.

Plastikowe inserty na zarzadzanie postaciami to jedna z lepszych rzeczy w serii Zombicide, bardzo ułatwia ergonomię i miejsce na stole.

Względem ergonomii dodane zostały plastikowe planszetki na zarządzanie postacią – podobne do tych z obecnych edycji Zombicide, plansze mają nadrukowane miejsca na drzwi oraz ekwipunek, co usprawnia przygotowanie scenariusza, a na rewersach bohaterów jest skrót ich umiejętności.

Żetony dostępne w grze – żeton celu (czerwony), żeton broni podrasowanej (żółty), znacznik hałasu oraz znaczniki drzwi (zamknięte / wyważone)

Wszystkie te powyższe usprawnienia sprawiają, że gra staje się dynamiczniejsza oraz łatwiejsza w rozłożeniu przez co również gra się w to szybciej i sprawniej. Szkoda tylko, że system robienia hałasu nie został zaadaptowany w ten sposób jak w obecnej wersji Undead or Alive, ponieważ wciąż rozkładanie i pamiętanie o tych wszystkich żetonach hałasu spowalnia grę i w większości przypadków i tak nie ma to sensu.

W nowej edycji dostępnych jest cztery różne Abominacje, a każda ma swoją unikatową umiejętność. W pierwszej edycji była tylko jedna.

Na koniec – scenariusze. Jest ich łącznie 25, z czego 10 pierwszych wzorowana jest tymi z pierwszej edycji. Wszystkie scenariusze są naprawdę zróżnicowane i oferują inny rodzaj wyzwań, pomimo iż złudnie wydawać mogłoby się że we wszystkich chodzi o to samo, a dzięki ciekawie zaprojektowanym kafelkom – tworzą nowe scenerie.

Problemy

Największy zarzut wobec gry jaki mogę wyciągnąć, to bardzo duży dysonans w skalowaniu poziomu trudności. Ten ustala się przez dobór scenariusza, ale przede wszystkim wybór odpowiedniej talii zombie – Łatwy (Nr 1-19) lub Trudny (20-38), a dodatkowo można go wzbogacić nowością w grze – kartami dodatkowej aktywacji, które opcjonalnie można wmieszać. Przy łatwej talii gra jest tak prosta, że nudzi niezależnie od wybranego scenariusza, bo nie stawia żadnego wyzwania. Zaś przy trudnym poziomie jesteśmy faszerowani taką ilością przeciwników, że nieraz można poczuć się bezsilnym, a potęguje to doskwierająca losowość podczas przeszukiwania ekwipunku, co potrafi bardzo zirytować.

Karty namnażania zombie – określają ile przeciwników jest wystawianych w zależności od poziomu doświadczenia graczy. W nowej edycji dochodzą karty „Dodatkowej Aktywacji” oraz „Zrywu”, które wprowadzają nowe zagrożenia.

Kolejny problem dotyczy samej reedycji oraz związanych z tym zmianami. Z jednej strony gra posiada bardziej intuicyjne zasady co pozytywnie wpływa na dynamikę gry, ale w stosunku do innych edycji gry – zabrakło tu większego urozmaicenia jak większe zróżnicowane ekwipunku, rozwoju bohatera, czy nowych mechanik. Dopiero dodatki jak Fort Hendrix czy Washington Z.C wprowadzają podział na dzień i noc, oświetlenie, ulepszanie oraz naprawianie ekwipunku, opcje przekradania się między zombie, nowy rodzaj przeciwników oraz cały tryb kampanii z zarysowaną fabułą. Jednak rozszerzenia te obecnie były dostępne wyłącznie przez Kickstarter i nie wiadomo, czy trafią do sprzedaży sklepowej.

Dziesięć różnych modeli podstawowego Szwendacza (40). Pozostałe – Biegacze (16), Spaślaki (16) oraz Abominacje (4) mają ich po cztery.

Na koniec moje malkontenctwo związane z różnorodnością zawartości. CMON zaoferował nam ogrom różnorodnych modeli zombie (np. 10 różnych modeli podstawowego Szwendacza, czy po 4 dla Spaślaków i Biegaczy), które są naprawdę fajne, ale w trakcie rozgrywki przestaje się na to zwracać uwagę, bo tak szybko jak one wchodzą na plansze, tak szybko są zdejmowane. Podnosi to zbędne koszt gry, a cierpi na tym różnorodność postaci i ekwipunku, które znikoma ilość doskwiera już po pierwszych dwóch grach. Zdecydowanie wolałbym mniej plastiku, a więcej różnorodnej zawartości.

Werdykt

Seria Zombicide pomimo niezbyt dobrej reputacji dot. jej złożoności – cieszy się ogromną popularnością i ma rzesze fanów, co też uzmysławia dlaczego doczekała się tak dużej ilości dodatków oraz różnych edycji (a kolejne powstają). Przyznam szczerze, że pierwotnie miałem nieprzychylną opinię na temat całej serii, jednak po zapoznaniu się bliżej muszę przyznać, że w tym szaleństwie jest jednak metoda.

Kiedy rozdzielona grupa zostanie otoczona – zaczynają się kłopoty!

Zombicide dzięki swojej prostocie oraz kompaktowości zasad potrafi dać ogrom ciekawej i angażującej rozrywki, ale kluczem jest granie na wyższym poziomie trudności, bowiem wtedy stawia ona na tyle duże wyzwanie, by zmotywować gracza do taktycznego myślenia oraz planowania (w innym wypadku jest najzwyczajniej nudna). Potęguje to ogrom scenariuszy, które bardzo urozmaicają stawiane przed graczem zadania – często wprowadzając nowe mechaniki i zasady. Gra nie ma praktycznie skalowania względem ilości graczy, bo niezależnie od ich ilości – zawsze używa się 6 bohaterów, więc najlepiej grać w do od 1 do 3 osób, bo wtedy stosunek czasu do dynamiki gry jest optymalny.

Używanie samochodów to jedna z metod ucieczki będąc otoczonym przez hordę Zombie!

Niestety druga Edycja Zombicide nie jest w żadnym sensie rewolucją, ani tym bardziej ewolucją. To po prostu usprawniona i poprawiona klasyczna współczesnego Zombicide, która w nikłym stopniu korzysta z dorobku innych edycji. Np. większa złożoność rozwoju postaci (Czarna Plaga), bardziej złożony Ekwipunek (Najeźdźca), różne rodzaje terenu (Zielona Horda), czy podział na klasy (Undead or Alive). Z jednej strony zyskuje na dynamice rozgrywki, ale cierpi na tym jej złożoność. Aspekt ten wzbogacają dopiero dodatki, ale to jest nieuczciwe odcinanie kuponów, bowiem po takiej reedycji oczywistą sprawą jest oczekiwać czegoś więcej. By poczuć pełną wartość gry należy zakupić dodatki, które do tanich nie należą i w dodatku na chwilę obecną nie są dostępne w Polsce.

Druga Edycja klasycznego Zombicide będzie idealna dla osób, które wcześniej nie miały styczności z serią, ponieważ ma bardzo schludnie doszlifowane zasady. Dla weteranów jednak będzie to zbyt mało by stanowić odświeżenie formy – być może lepiej poczekać już na wydanie “Undead or Alive” bądź obecnie zapowiedziane “Army of Dead” będące adaptacją serialu o tym samym tytule! Jeżeli szukacie tutaj klimatu post-apokaliptycznego survivalu to niestety ślepa uliczka. Szukajcie dalej. 

 

Od tamtego feralnego dnia minęły dwa lata, a ja nie wiem jakim cudem jeszcze żyje. Świat, który znałem przestał istnieć. Ludzie zmienili się w bezmózgie zombie, które zdominowały niemalże wszystkie ośrodki ludzkie. Życie zaczęło być walką o przetrwanie, a ja w tym jak się okazało stałem się całkiem niezły. Nigdy bym nie pomyślał, że zabijanie tych istot może mi wejść w krew. Dzień za dniem, wyrabuje sobie ścieżkę ku wolności z tego miasta.

Plusy
+ Duża dynamiczność rozgrywki
+ Ogromna regrywalność
+ Świetnej jakości figurki
+ Wygładzone zasady

Minusy
Zbyt sztampowy i prześmiewczy klimat
Mała ilość postaci
Niepotrzebne postacie dzieci
Zbyt dużo uproszczeń
Na łatwym poziomie zbyt nudna


Klimat Walking Dead, I Am Legend
Rodzaj  Kooperacyjna
Mechanika  Dungeon Crawler
Liczba graczy   2-6
Czas gry  60-120 min
Wiek  14+
Info   Board Game Geek